Dobrolubow - fragmenty twórczości
Za samodurstwo ojca dziewczynie wypadnie zapłacić wszystkim, co mogłoby jej zapewnić prawdziwie szczęśliwą i świadomie budowaną, jasną przyszłość. Wbrew jego miłości ogólny pogląd Maksyma Fiedotycza na życie musiał wycisnąć swoje piętno także na rozwoju jego córki. Zdołał ją ustrzec od wszystkiego, co pozwala człowiekowi zdobyć środki samoobronne, i dlatego strzegł jej tak źle. Zdawałoby się — wszystko było jak najlepiej: dziewczynę chowano „w bojaźni i w cnocie, jak się wyraził Rusakow, złych książek nie czytała, ludzi prawie nigdy nie widywała, chodziła tylko do cerkwi; zdrożnych myśli o nieposłuszeństwie wobec starszych i prawach serca znikąd nabrać nie mogła, a pretensje do samodzielności były jej równie dalekie jak myśl, by wstąpić do wojska... Czegoż można sobie jeszcze życzyć? Żyłaby spokojnie i gładko, wedle planu raz na zawsze wytkniętego przez Rusakowa i zdawałoby się, że nic nie powinno sprowadzać i zbijać z prostej drogi tej łagodnej istoty, tego niewinnego baranka.
Ale kruche, nietrwałe i marne jest wszystko to, czemu brak podstawy i oparcia w samym człowieku, w jego rozumie i świadomie powziętej decyzji. Tylko te rodzinne i społeczne stosunki mogą być trwałe, które wynikają z wewnętrznych przekonań i usprawiedliwione są dobrowolną, świadomą zgodą wszystkich zainteresowanych. Samodurstwo, nawet w osobie swoich najlepszych przedstawicieli w rodzaju Rusakowa, nie uznaje tego — i dlatego ponosi dotkliwe klęski przy pierwszej sposobności, w wyniku pierwszej lepszej marnej intrygi, a nawet po prostu figla spłatanego bez określonego celu. Co mogło być marniejsze i bezmyślniejsze niż rozumowania Ariny Fiedotowny? Czy można sobie wyobrazić kogoś bardziej pospolitego i głupiego niż Wichoriew? Jednakowoż te dwie marności burzą całą harmonię rodzinnego szczęścia Rusakowów, każą ojcu przekląć córkę, córce opuścić ojca i ostatecznie stawiają nieszczęsną dziewczynę w takiej sytuacji, z której zdaniem samego Rusakowa wynika dla niej tylko nieszczęście i niesława na całe życie, a ponadto hańba dla całej rodziny.
W tym świecie samodurstwa z jego patriarchalnymi obyczajami nie ma w takim wypadku miejsca na przebaczenie, gdyż naruszono tutaj nie tylko jedną z obowiązujących cnotliwą dziewczynę form, ale samą zasadę posłuszeństwa... Aby przywrócić prawa niewinnej, ale zniesławionej dziewczynie, potrzebny jest wielkoduszny gest Borodkina, zupełnie wyjątkowy i niewspółmierny z obyczajami tego środowiska, z którego niedorozwoju i samodurstwa wynika zarówno lekkomyślność Awdotji Maksymowny jak i fakt, że grzech jej jest nieprzebaczalny.
A zatem — możemy powtórzyć swój wniosek: w komedii „Do cudzych sań nie siadaj Ostrowski — umyślnie lub nie, a może nawet wbrew woli — dowiódł, że póki życie zasadza się na samodurstwie, dopóty najlepsze i najszlachetniejsze jednostki nie zdołają nic dobrego zdziałać i dopóty szczęście rodziny, a nawet całego społeczeństwa będzie nietrwałe, bo zagrażają mu nawet nic nie znaczące, przypadkowe okoliczności. Analiza charakteru i stosunku Rusakowa do innych odsłoniła tę prawdę w zastosowaniu do tego wypadku, kiedy człowiek z natury porządny jest jednak odurzonym swoimi przywilejami samodurem. W innych komediach Ostrowskiego prawda ta występuje jeszcze silniej w zastosowaniu do drugiej połowy „królestwa mroku — do zależnych i uciśnionych.
Do Rusakowa można by w pewnym sensie zastosować wiersze użyte jako motto do niniejszego artykułu: i on ma dobre zamiary, i on dobrze życzy innym, ale „na próżno woła o łaskę cienia i spala się w swoim samodurstwie. Przede wszystkim jednak zastosować możemy te wiersze do tych nieszczęśliwych, którzy obdarzeni jak najlepszym sercem i jak najszczerszymi uczuciami uginają się pod brzemieniem samodurstwa zabijającego w nich każdą myśl i każde uczucie. Z myślą o nich właśnie jeszcze raz powtarzamy:
Już go nie kryje cień z proroka łaski, Tylko gorące zasypują piaski, A nad nim, w górze — samotnik pustym, Sęp nad zdobyczą krwawe sądy czyni.
IV
To najbardziej z powodu niepowściągliwości,
a może i z głupoty.
Ostrowski
W nieszczęśliwym losie córki Rusakowa widzimy wiele następstw głupoty; ale tam wrażenie złagodzone zostało tym, że ucisk mimo wszystko nie gnębi jej tak brutalnie. Znacznie więcej absurdu i dzikości znajdziemy w losie tych uciśnionych, których przedstawia Ostrowski w komedii „Bieda nie hańbi.
W komedii tej widzimy wyraźnie, jak uczciwa, ale słaba natura zamiera i ginie w zetknięciu z bezmyślnym samodurstwem. Gordiej Karpycz Torcow, ojciec Luby Gordiejewny, brat Lubima Torcowa i pryncypał Miti — jest to samodur w całym tego słowa znaczeniu. Jest srogi, dumny i brak mu rozsądku, jak twierdzi jego żona, Pelagia Jegorowna. Cały dom drży przed nim. Sroży się zwłaszcza od czasu, kiedy się zaprzyjaźnił z Afrykanem Sawiczem Korszunowem i zaczął „zaprowadzać nową modę. Do tej przyjaźni i pasji Gordieja Karpycza do nowej mody nawiązuje autor akcję komedii. Czytelnik pamięta naturalnie, że Torcow chce wydać za Afrykana Sawicza swoją córkę, która kocha subiekta Mitię i cieszy się jego wzajemnością. Na tej podstawie krytyka sądziła, że „Bieda nie hańbi napisana została przez Ostrowskiego w tym celu, aby przedstawić, jak szkodliwe skutki pociąga w rodzinie kupieckiej odstępstwo od starych obyczajów i hołdowanie nowej modzie. Z jednej strony wynoszono za to Ostrowskiego pod niebiosy, a z drugiej — bezlitośnie ganiono. Nie będziemy się wdawali w spory ani z jednymi, ani z drugimi krytykami i nie zaczniemy tu badać słuszności ich tez. Przypuśćmy nawet, że Ostrowski miał rzeczywiście na myśli to, co mu przypisywano: mało to nas teraz obchodzi. Znacznie bardziej interesuje nas, że w Gordieju Torcowie ujawnia się nowy odcień, nowy rodzaj samodurstwa: widzimy tutaj, w jaki sposób samodur asymiluje wpływy kulturalne, to jest — przypadkowe i nieistotne, jedynie mu dostępne formy kulturalne. O tym właśnie teraz pomówimy.
